poniedziałek, 9 marca 2015

"Rozstanie - jak sobie z tym radzić"



Rozstanie z drugą osobą zawsze jest dramatem... Jest miłość, związek, szczęście i w jednym momencie wszystko pryska... Niestety tak się zdarza. Nie myślimy o tym póki nas to nie spotka. Ja obecnie jestem w udanym związku małżeńskim jak wiecie, ale w moim życiu - jak niektóre z Was wiedzą - przeżyłam bardzo bolesne rozstanie. Chciałabym się z Wami pokrótce podzielić tym smutnym wydarzeniem mojego życia. Z perspektywy czasu wspomnienie tego wydarzenia oczywiście nie sprawia mi bólu, jednakże jest to przeżycie, które wiele mnie nauczyło, wzmocniło, dodało odwagi i pewności siebie. 





Miłosna sielanka, nasz pierwszy raz, moja 18-stka, planowanie ślubu... Taki kolej rzeczy przerwała jedna w sumie nic nie znacząca kłótnia. Wsiadł w pociąg obrażony pojechał do domu... Pomyślałam : "Jutro wróci". Skończył dwu i pół letni związek sms-em... Nie wiedziałam co się dzieje, dlaczego tak się stało, z jakiego powodu, przez tę kłótnię, o co chodzi??? Dzwoniłam, prosiłam... Pisałam, prosiłam... Jeździłam do niego, prosiłam... Nie otrzymałam ani go z powrotem, ani wyjaśnienia. Przestałam jeść, nie mogłam spać, ciągle płakałam. Zaczęłam pisać pamiętnik, aby choć na trochę bólu wylać na kartki papieru... Co to był za ból! Chciałam krzyczeć, wyć, nie mogłam tego znieść... 





Co było dalej ze mną? 

A więc pierwszym krokiem jaki zrobiłam to : zmieniłam numer , usunęłam numer do niego. Był to pierwszy ciężki krok w odzyskaniu siebie. Nie ma nic gorszego jak utrzymywanie kontaktu z osobą z którą dane było nam się zostać. Jak można zapomnieć o kimś skoro cały czas się z nim rozmawia? 

Kolejną rzeczą był przyjaciel. Przyszedł do mnie, pogadał, wyciągnął z domu. Dziękuje mu za to, bo dzięki temu przestałam myśleć i płakać. Wyciągnął mnie do ludzi. Zaczęłam zawierać nowe znajomości. Poznałam wielu ludzi , odzyskałam utraconych przyjaciół, bo w końcu miałam dla nich czas. 

Z czasem zmieniłam swój wygląd. Powiedziałam sobie : "Niech patrzy co stracił". 

Zaczęłam chodzić do klubów, bawić się z przyjaciółmi. 

Poprzez rozstanie, ten cały ból i cierpienie powiedziałam sobie : "Już nigdy nie będę płakać przez faceta! Już nigdy nikt mnie tak nie upokorzy i nie skrzywdzi". Pewność siebie i determinacja do tego aby żyć, nie dla kogoś a dla siebie, jakie uzyskałam po tych doświadczeniach była niesamowicie duża. Zmieniłam się... Nie byłam już tak naiwna, łatwowierna, skromna i nieśmiała. 

Postanowiłam, że mu pokażę no i pokazałam, że potrafię bez niego żyć i to dużo lepiej niż z nim. Chciał wrócić po jakimś czasie ja już nie chciałam ... Dlaczego??? Ponieważ poznałam nową miłość - mojego obecnego męża :) 





....Kochane nie ma rzeczy nie możliwych. Wszystko idzie znieść, wszystko idzie przeżyć. Potrzeba tylko mocnego kopniaka, odrobiny chęci i determinacji....

7 komentarzy:

  1. Jestes wielka i naprawde silną kobieta . Marta MM

    OdpowiedzUsuń
  2. Kochana jestes :) Moje rozstanie wygladało troche inaczej poniewaz tak naprawdę byłam przez 20 kilka lat tą trzecią .A pięc lat temu rozszedł sie z zona , zerwał kontakty z wszystkimi i zniknał ...Podobno jest gdzies w Skandynawii ,Teraz wiem ze z jego strony to nie była żadna miłośc , moze i wiedziałam wcześniej tylko nie chciałam tego przyznac .W ogóle cieżka była ta "miłość"...No cóż , tęskniłam szalenie ale czas działał , im więcej go upływało tym było lepiej , dziś tylko wspominam te chwile kiedy byliśmy razem z rozrzewnieniem ale i uśmiechem .Nie kłóciliśmy sie , on po prostu rozwiał siej ak dym na wodzie ...:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trafiłaś po prostu na kogoś kto nie był Ciebie wart. Mężczyzna, który nie potrafi żyć z jedna kobietą, nie powinien żyć z żadna. Podziwiam wytrwałości, ponieważ rozstać się z kimś po ponad 20- tu latach związku to na prawdę odwaga. Podziwiam Cię kochana!

      Usuń
  3. Pewnie mu głupio było jak chciał wrócić a Ty już nie chciałaś :) Ja nie miałam takiej sytuacji. Do czasu jak poznałam mojego męża moje związki nie były długie więc i rozstania nie mogły być aż tak bolesne jak to Twoje (chociaż bolały).

    OdpowiedzUsuń