wtorek, 12 maja 2015

"Naiwne szczęście" - cz. 11 : "Rutyna"

Lata mijały. Ukończyli studia, zamieszkali w pięknym domu, który był niczym pałacyk. Artur dostał świetną pracą w jednej z najlepszych kancelarii prawnych. Był wspaniałym prawnikiem. Cieszył się nienaganną sławą. Był rozchwytywany w świecie zawodowym. Paula natomiast została "ozdobą domu". Nie dostała pracy w zawodzie a nawet nie chciała w nim pracować. W końcu wybór kierunku studiów nie był tyle jej marzeniem, co Artiego. Była rozpieszczana przez męża. Miała wszystko co dusza zapragnie. Żyła w bogactwie i dostatku, takim jakiego nigdy wcześniej nie dane było jej doznać. 

Artur pracował od rana do wieczora, często wracał do domu gdy Paula już spała. Praca była jego sensem życia. Twierdził, że mężczyzna powinien i musi zrobić wszystko aby jego rodzin była szczęśliwa i niczego im nie brakowało. Właśnie... Rodzina... Składająca się z dwóch osób. Tak bardzo marzył o dziecku, którego nie dane było im mieć. Mimo kilkuletnich starań, Bóg nie dał im tej małej istotki, która miała być ich wspólnym szczęściem... Bardzo ubolewał nad tym, ale nie chcieli iść badać się do kliniki, czy też podjąć leczenia. Bali się dowiedzieć które z nich jest bezpłodne. Puki co strach wygrywał i zostawili temat dzieciątka głęboko w umyśle. Starali się o tym nie mówić. Zbyt wiele było zgrzytów z tym związanych, zbyt wiele żalu z tego powodu tkwiło w każdym z nich... 

Paula była znudzona życiem pięknej Pani domu, która oświeca każdego urodą i elokwencją. Miała dość balów charytatywnych, zawodowych i rodzinnych, na których wszyscy pięknie patrzyli sobie w oczy a najchętniej wbili by sobie nóż w plecy. Chciała męża! Pragnęła mieć go przy sobie, blisko. Marzyła o jego obecności. Czuła złość , żal i smutek. Twierdziła, że mając takie życie nie trzeba tyle pracować, jednak Arti był innego zdania. Kwestia godzin pracy i ciągłej jego nie obecności była wciąż na tapecie przykrych kłótni, które im towarzyszyły w życiu codziennym. 

Pewnego dnia Paula postanowiła przejść się do pobliskiego parku, który był na drugiej stronie miasta. Zupełnie zapomniała o jego istnieniu. Kiedyś za czasów studiów, często chodziła tam aby pomyśleć, podumać nad tym co złe i nad tym co piękne. Zasiadła na ławce, zamknęła oczy, uniosła głowę ku słońcu i ogrzewała się ciepłymi jak płomienie ognia w kominku, promykami słońca. Nagle poczuła, że ktoś koło niej siada. Spojrzała i ku swemu zdziwieniu był to mężczyzna. Popatrzyła na niego ze zdziwieniem i dezaprobatą. A on uśmiechnął się i powiedział :
- Dzień dobry! Czemu towarzyszy tak pięknej buzi taki smutek w oczach?
Zatkało ją , nie wiedziała co powiedzieć , ale obejrzała go dokładnie widząc w nim coś czego wcześniej u nikogo nie widziała. Sebastian był przystojny, miał piękne niebieskie oczy i ciemne włosy, szczerość płynąca z jego spojrzenia na każdego wywarłaby wrażenie. 
- Ja smutna? Nigdy w życiu! - wstała z ławki i ruszyła ku wyjściu z parku
Seba radośnie zaśmiał się i bacznie obserwował niezdarne kroki Pauli. Ona natomiast pełna mieszanych uczuć mknęła ku swojemu domowi. 

Do końca dnia oczy Sebastiana tkwiły w jej głowie. Nie chciała myśleć, lecz było to nieuniknione. Coś się stało w jej umyśle, czego sama nie rozumiała. Kładąc się do łóżka wtuliła się w ramiona Artiego tak mocno jak już długo się nie tuliła. 

Ciąg dalszy nastąpi... 

3 komentarze:

  1. Az lezka sie zakrecila bo faktycznie smutek wzial gore :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Pięknie napisane, kurde aż mam boleści brzucha z niedostatku. Czekam cierpliwie

    OdpowiedzUsuń