czwartek, 14 maja 2015

"Naiwne szczęście" cz.12 : " Bankiet"

Kolejnego dnia obudziła się n ie myśląc już o przystojnym nieznajomym z parku. Dzisiaj miała na głowie bankiet charytatywny, który organizował szef Artura. Musiała jechać  do fryzjera, kosmetyczki na kupić suknię, ponieważ mimo jej ogromnej garderoby i wielkiego zasobu sukni na takie okazje, stwierdziła, iż zupełnie nie ma co na siebie włożyć. Zjadła więc śniadanie i popędziła do miasta w poszukiwaniu idealnej kreacji. Chodziła ze sklepu do sklepu i już zrezygnowana zmierzając ku salonowi fryzjerskiemu na umówioną wizytę natknęła się na nieznany jej wcześniej butik. Weszła i przeglądając drogie sukienki, odchylając wieszak po wieszaku doznała olśnienia. Zobaczyła suknię, która przebiłaby nawet kreację madonny z ostatniego koncertu. Była czarna, posypana srebrnymi cekinami, które świeciły się jak księżyc. Dopasowana do ciała, bez dekoltu, natomiast z nagimi plecami tuż do samego tyłka. Leżała idealnie. 
"Ale miałam szczęście!" - pomyślała radośnie
Z uśmiechem podążyła na umówione wizyty. Fryzurę i manicure dopasowano jej do kreacji. Wyglądała elegancko ale i emanowała kobiecością i seksabilem. Wszystko było idealne tak jak tego chciała. 

W domu oboje się szykowali na bankiet. Każde w nich wpatrzone w osobne lustra, zapatrzeni siebie, chcieli olśnić wszystkich. Paula po raz pierwszy miała poznać szefa Artura. Nigdy wcześniej nie miała okazji. To tym bardziej wywoływało w niej chęć wyróżnienia się z tłumu.  Gotowi, piękni i pewni siebie ruszyli na wyczekiwany bal.

Sala bankietowała była cudowna. Wszystko wyglądało jak z amerykańskiego filmu. Przystojni panowie w towarzystwie pięknych dam  poruszali się z gracją w tłumie. Artur, zaczepiany co chwilę przez znajomych z pracy, pochłonięty był rozmowami. Znudzona Paula poszła do baru po lampkę czerwonego wina. Zamyślona spoglądała beznamiętnie na tłum przewijający się obok niej jak mrówki w mrowisku. 
- Widzę, że nie bardzo podoba się Pani to przyjęcie.- odrzekł tajemniczy i elegancki mężczyzna, który zaczepił Paulę przy barze 
- Ależ skąd tak owe stwierdzenie Panie...?
- Markowski. Miło mi. A Pani godność? 
- Paula. Po prostu Paula. Również mi miło. 
- A więc Pani Paulo, po prostu Paulo, czemu aż tak się nudzisz? 
- Nie sądzę abym wyglądała na znudzoną raczej zdezorientowaną towarzystwem osób, które nie przyszły tu po to, aby spieniężyć domy dziecka , tylko po to by się pokazać i porozmawiać o interesach. 
- Ciekawe stwierdzenie Pani Paulo. A może powinienem mówić Panno?
- Pani. Jestem zamężna. 
- Zatańczymy? 
Paula głośno połknęła duży łyk wina i spojrzała na Markowskiego oczami dużymi niczym kot ze Shreka z wyrazem zaszokowania. 
- Skoro Pan nalega... 
Objął ją bardzo pewnie i bardzo blisko przycisnął jej ciało do siebie. Oddech Pauli zaczął przyspieszać a serce zaczęło szybciej bić. Nie protestowała takiemu obrotowi spraw. Czuła jakiś dziwny ale i przyjemny respekt wobec niego. On natomiast napawał się jej zapachem i ciałem, gładził rękoma kosmyk jej włosa. Nagle przerwał im Artur.
- O kochanie widzę, że już poznałaś mojego szefa?
Paula wyrwała sie z ramion Markowskiego. 
"Że też nie skojarzyłam nazwiska!" - pomyślała
Wracając do oziębłej mimiki twarzy odpowiedziała:
- Tak kochanie właśnie poznałam Pana Markowskiego. 
- Twoja żona Artur to zjawiskowa kobieta, nie mogłem oprzeć się aby poprosić ją do tańca. 
- Tak ... Paula jest cudna, mam szczęście. 
- Pamiętaj Artur szczęście dziś jest a jutro ucieka... Muszę wracać do gości. A Pani dziękuje za taniec. 
Odszedł nie spuszczając wzroku z Pauli a ona onieśmielona cała zaistniałą sytuacją czuła się nie swojo i poprosiła Artiego o powrót do domu pod pretekstem złego samopoczucia. 

Kiedy wrócili Paula nie potrafiła okiełznać swych uczuć. Nie wiedziała co zrobił z nią Pan M. , ale miała nadzieję, że nigdy więcej go nie spotka. 

Ciąg dalszy nastąpi....  

2 komentarze: