czwartek, 2 lipca 2015

Achh ta miłość ... - ciąg dalszy o Żoną być

Zaspokoję Waszą ciekawość i opowiem Wam jak to było ze mną i moim mężem. To lekko poplątana i zaplątana historyjka , ale postaram się Wam ją zobrazować najlepiej jak tylko potrafię. 

Zbyszka poznałam będąc nastolatką. Miałam jakieś 15 lat. Był on jednym z kumpli mojego wtedy obecnego chłopaka. Nie przepadałam za nim. Panoszył się w towarzystwie naszych wspólnych znajomych. Nie ukrywam jednak, że od razu zwróciłam na niego uwagę, ponieważ był bardzo przystojny ;) Jakiś czas później on zaczął spotykać się z moją koleżanką. Mieszkałyśmy w tej samej wsi i znałyśmy się od małego. Lata mijały i jego związek się rozpadł , później mój... Po rozpaczy po pierwszej utraconej miłości zaczęłam odzyskiwać młodość i wolność. Zaczęłam dużo wychodzić z przyjaciółmi , bawić się szaleć. Miałam wtedy 18 lat. Pewnej , świątecznej imprezy zauważyłam na sali Dziurę ( ksywa Zbyszka). Byłam już nieco wstawiona i podeszłam do niego pewnie, mówiąc: " Pozdrów Matiza" (ksywa mojego byłego). Na co Zbyszek do mnie: "A Ty to kto?" . Zwyczajnie mnie nie poznał ;) No i tak zaczęła się gadka kręcić, zaczęliśmy razem tańczyć, itp. No i tak to się wszystko zaczęło. Od spotkania do spotkania. 


Na zdjęciu po wyżej nasze pierwsze Walentynki przygotowane przez Zbyszka. 

Mimo mojej ostrożności szybko zawrócił mi w głowie. Zakochałam się jak szalona , ale to już nie była taka szczeniacka miłość. Była inna, ważniejsza, poważniejsza. Nie wiem jak to nazwać. Po prostu różniła się od tej pierwszej. 


Oboje byliśmy szaleni, lubiliśmy imprezy , wszystko na spontanie. Ta cała młodzieńcza wariacja trwała do chwili zaręczyn nad morzem, na plaży, wśród gromady ludzi. Na początku stwierdziłam, że oszalał! byliśmy zaledwie 5 miesięcy razem. Jednakże w rezultacie całej sprawy zgodziłam się. W nasze pierwsze wspólne wakacje zabrał mnie do Holandii. Tam pracował i mieszkał , urlopy spędzał ze mną w Polsce. W sumie potrafił przyjeżdżać co weekend aby mnie zobaczyć. Zawsze się śmiałam, że chyba boi się, że mu ucieknę :D

W Holandii Zbyszek oznajmił mi iż chciałby mieć dziecko. Jest ode mnie starszy o ponad 5 lat więc inaczej patrzył już na życie. Ja zgodziłam się nie zdając sobie do końca sprawy z tego co się stanie. Tak też w Holandii zaszłam w ciążę. Oliwię urodziłam mając 19 lat, w maju pomiędzy kolejnymi egzaminami maturalnymi. Oczywiście dziecko urodziłam, maturę zdałam, tytuł technika osiągnęłam. Tak też zaczęło się życie! Dorosłe, prawdziwe, pełne rozczarowań życie... Zbyszek skończył pracę w Holandii. Wynajęliśmy mieszkanie, on pracował ja zajmowałam się domem. Później od czasu do czasu jakąś fuchę na 2-3 miesiące znalazłam i tak ciągnęliśmy koniec z końcem. 

No i potem druga ciąża. Nieplanowana. Nie to, że nie chcieliśmy mieć już dzieci, ale po prostu było nam ciężko. Nie mogłam znaleźć stałej pracy , zaczęłam studia itp Zdecydowaliśmy , iż wyjedzie za granicę abyśmy mogli normalnie żyć i tak też pracuje tam do dzisiaj.



Kiedy Kacper miał niecały rok zaoszczędziliśmy na skromne wesele i wzięliśmy ślub. Była to jedna z najpiękniejszych chwil mojego życia, ale też jedna z najbardziej stresujących ;) 

10 sierpnia 2013 rok połączyliśmy się na całe życie <3 



A resztę już znacie :) 

PS i żyją szczęśliwie :D :P :D

Pozdrawiam 
Wasza
Żoną być :) 

5 komentarzy: