czwartek, 16 czerwca 2016

"Nie wiesz nic jeśli nie doznałeś na własnej skórze! - bieda..."

Wielu mówi i pisze o biedzie. Wielu z Was, a zapewne wszyscy twierdzą, że wiedzą czym ona jest. Pewnie i macie rację. Wiedzę w teorii posiadają wszyscy. Jednakże tak naprawdę o biedzie nie wiesz nic, jeśli Cię nie dotknęła…

Wychowałam się w małym domu hmmm baraczku na wsi. Jeden pokój, kuchnia, łazienka, mały korytarz a nas było 6-ciu razem z rodzicami. Pracował tylko ojciec. Zresztą czasem pracował, czasem nie. Matka zajmowała się nami. Było ciężko! Pfff było beznadziejnie. Często nie mieliśmy co jeść. I nie mówię tego, bo w domu nie było jogurta czy płatków czekoladowych czy czegoś słodkiego, bo o takich rzeczach mogliśmy pomarzyć. Mówię to bo często brakowało po prostu chleba. Nigdy nie zapomnę poranków, kiedy na śniadanie mieliśmy wyznaczony po jeden kawałek chleba lub nie było go w ogóle, a jedynie dla ojca by miał siłę pracować fizycznie. Szłam głodna do szkoły i czasem skapnęła mi jakaś kanapka od kumpeli lub obiad w szkolnej stołówce z MGOPS.
Nigdy nie zapomnę przychodzących pocztą wezwań do zapłaty i upomnień z banków czy windykacji. Mama później już nawet ich nie czytała, paliła je w piecu….
Nigdy nie zapomnę jak nie mieliśmy opału zimą i w raz z rodzeństwem chodziliśmy zbierać gałęzie w lesie w worki po ziemniakach. Wygrzebywaliśmy je ze śniegu. Często widzieli nas nasi koledzy ze szkoły i wyśmiewali się z nas.
Nigdy nie zapomnę jak dzieci w szkole wyśmiewały się z moich ubrać. Dziewczyny tak się stroiły a ja nosiłam buty po kuzynie. Nie dość, że męskie to jeszcze 2 rozmiary większe. To jest nic… Kiedy nam buty przemakały zimą, musieliśmy zakładać worki na skarpety, żeby mieć suche nogi….

To wszystko trwało tyle lat…

Na szczęście później, kiedy już byłam w szkole średniej troszkę się poprawiło, a dziś już moja rodzina żyje normalnie…


Dlaczego opisałam Wam to wszystko… A no dlatego, że ja mogę powiedzieć czym jest bieda. Ja nią żyłam, ja ją czułam. Gardzę ludźmi, którzy wypowiadają się w temacie a tak naprawdę „gówno” wiedzą o czym mówią! To co wyżej Wam opisałam to skrót kawału mojego życia, mojego dzieciństwa, którym nie mogłam się nacieszyć… To prawda o tym jak okrutne może być życie …

Pozdrawiam
Wasza
Żoną być 

11 komentarzy:

  1. Dokładnie wiem co czujesz,u nas często nie było chleba mama kombinowala by mieliśmy cokolwiek do jedzenie często jedliśmy wodzionke,na święta raz dostaliśmy trampki i pomarańcze z rodzeństwem to byliśmy szczęśliwi jak nie wiem,teraz mam swoją rodzinę,córkę też nam się nie przelewa ale nie mogę powiedzieć że moje dziecko ma biedę żyjemy skromnie ale nigdy się nie zdazylo by córka nie miała jedzenia wszyscy się dziwią że ja zawsze mam coś na Zapas np.mleko,makarony,soki,itp.bo ten kto nigdy nie poczuł głodu nigdy nie zrozumie

    OdpowiedzUsuń
  2. To jest odwaga , napisac taki tekst.Podziwiam Cię Marlenko .Ja z miasta i tez nigdy nie było nam lekko , tak samo jak ty nosiłam ubrania po kimś w moim przypadku to było po mamie , moje młodsze siostry nosiły je jeszcze po mnie .Na całe szczęście obowiazywały wtedy fartuszki które wiekszośc zakrywały. A chleb ..no cóz raczej go nie brakowało ale za to najczęściej bywał z margaryną którą dziś uzywa się do wypieków czyli Palmą .Pamietam dobre tamten okres , minął ale i kilka lat temu było mi bardzo ciężko .Nie bedę opisywać ze szczegółami jak sobie radziłam bo to nie miejsce na to ,w każdym razie nie było to nic sprzecznego z prawem i nic czego mogłabym sie wstydzic .

    OdpowiedzUsuń
  3. O jej to naprawdę mieliście ciężko :( u nas było co jeść, a ciuchy to różnie ale przeważnie po siostrze ;) czasem brakowało pieniędzy do końca miesiąca ale jedzenie zawsze było ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Oj to smutne dziecinstwo pod wzgledem biedy mialas :( Ja tego nie doznalam.Rodzice robili wszystko zeby nam niczego nie zabraklo .Pracowal tez tylko tata,a mama dopiero teraz od czasu do czasu dorywczo.Mimo iz mielismy co jesc nie strojono nas na gwiazdy.Czasem pamietam te proste dzinsy w Liceum a tu jakies big stary.Pamietam welniane swetry ,spodnie jak klaun kolorowe ale wiesz nie czulam sie z tym gorsza!W dupie mialam tych wywyzszajacych sie strojnisiow,tych pustych lbów!Niczym mi nie imponowali.Moim dzieciom staram sie dawac czego potrzebuja ale nie rozpieszczam.Daje prawo wyboru kupna zabawki jesli juz takie cos ma miejsce.Bardziej mąż jest ulegly na zakupach,ba sam pokazuje :P Nie pieniadze czynia czlowieka bogatym ale to co ma sie w sercu,co mozna dac drugiemu czlowiekowi.Ja oddala bym nawet moj maly dom za zdrowie dziecka!Mimo iz nie zaznalam biedy to szanuje wartosc pieniadza i nie jestem rozrzutna.Dobrze,ze u was juz wszystko ok.Zal mi takich rodzin,kiedy nie ma na chleb.Ty wiesz,ze teraz sie poplakalam.Ech...miekka jestem ;) Podziwiam za odwage napisania tego postu <3

    OdpowiedzUsuń
  5. Anonimowy my też żyjemy skromnie ale tak jak u Ciebie moje dzieci mają co jeść w co się ubrać , jest za co kupić przybory szkolne. Doceniam to co mam.

    OdpowiedzUsuń
  6. Natalia ogromnie cieszę się , że doceniłaś to moje pisadło. Wiele bym mogła pisać , dużo sytuacji opowiedzieć. Jak jak to pisałam też beczałam jak krowa :P

    OdpowiedzUsuń
  7. Jola życie pisze różne scenariusze. Cóż mówić jeden ma lepiej , drugi gorzej. Ja dziś nie ma źle i to mnie cieszy ale stale boję się, że to może się powtórzyć . Taki lęk wewnętrzny mam w sobie .

    OdpowiedzUsuń
  8. U nas podobnie...
    W domu byłoby nas 6. Lecz a to siostra zmarła jak była malutka, a to braci pozabierali do rodzin zastępczych. Lecz mnie i moje siostry zostawili. Nie wiem dlaczego- aby ojciec chyba miał za co pić bo dostawał na nas pieniądze.
    Często chleba nie było.
    Bywały chwile że trawę jadłam. Tak! Tak bywało!
    W szkole śmiali się z nas że my biedni, że brudasy...
    A do tego choroba rodziców. Mama chora na schizofremie i nie zajmowała się nami w ogóle a Tata alkoholik :-(
    Ja żyłam z rodzicami 13 lat - moje siostry trochę krócej bo ja najstarsza. Przezylysmy w domu dużo- ojciec wprowadzał kolegów do picia, a wiadomo czym to się mogło skończyć. Byłyśmy molestowane a nawet zgwalcone. Małe dzieci. Psychikę nam zrąbali doszczętnie. Nie dość ze życie nas skopalo to jeszcze trafiłam z siostrami do durnej ciotki gdzie byłyśmy poniżane, oskarzane o rzeczy których nie robiliśmy i grożono nam śmiercią nie raz. Dopiero gdy trafiliśmy do domu dziecka to sytuacja się poprawiła. Niestety życie znowu mnie zaczęło kopać. Byłam w 3 miesiącu ciąży i moje życie i narzeczonego zaczęło się sypać. Musieliśmy przeprowadzić się do moich rodziców- znowu w biedę. Od tamtej pory czesto nie mieliśmy co zjeść. Miałam nawet załamanie nerwowe i chciałam się powiesić- już nie dawalam rady. Ale narzeczony mnie odciagnal od zakladanej pętli. Lecz sytuacja nadal się nie poprawiala. Poszedł do pracy Ale trzeba było remont zrobić aby nam dziecka nie zabrali. Z wyprawka pomogli nam dobrzy ludzie. Ale bywały chwile że nie jadłam ja aby narzeczony miał siłę by pracować. Ja ciężarna która potrzebuje więcej jeść. Ten miesiąc jakoś już lepszy. Czekamy na maleństwo które ma się niebawem pojawić Ale boję się że bieda będzie mnie cały czas przesladowac. Co chwilę wiatr wieje nam w oczy.

    OdpowiedzUsuń
  9. Anonimowy ... Boze... Współczuję całym sercem... Tak mi przykr, że tyle złych rzeczy Cię spotkało. Mam nadzieję, i pomodlę się za Was, że będzie lepiej i jakoś to życie w końcu Ci się naprostuje... Jakie to niesprawiedliwe, że jedni mają wszytsko i zawsze z górki a drudzy muszą przeżywać takie złe chwile :(

    OdpowiedzUsuń
  10. Aż do tego stopnia źle u nas nie bywało jak opisujesz u siebie. Niestety nas też pewne rzeczy i problemy nie omijały. 5 osób w dwupokojowym domu. W sumie to pokój byl jeden i kuchnia w której stały także łóżka do spania. Łazienki nie było tylko wychodek na drugim podwórku. O pokoju dla siebie nawet nie marzyłam. Na gwiazdkę dostawaliśmy czapkę i szalik, bądź ciepłą bluzkę bo i tak trzeba byłoby kupić. Cieszyliśmy się i tak z tego bo zwykle nosiłam wszystko po siostrze. Kiedy zbliżał się czerwiec zaraz po szkole maszerowaliśmy do lasu na jagody bo ksiażki na następny rok trzeba kupić i zeszyty. O ubraniach zawsze myśleliśmy na końcu. Kiedy wracaliśmy po szkole a była praca w polu to trzeba było szybko śmigać w te pędy byle pomóc czy to ziemniaki zbierać, czy sadzić- oczywiście nosząc koszyki i depcząc je w ziemię. Nawet zboże kosiliśmy konno jeśli babka użyczyła za odrobienie lub kosą i podbieraliśmy. Pamiętam te moje odciski po rozrzucaniu obornika, ale jak się chciało jeść to trzeba było robić jak najwięcej byle nie wydać za dużo pieniedzy. Najlepiej jednak wspominam sianokosy :D można się było przy okazji opalić :D Mój tata tez miał przed jakiś czas epizod z piciem. Kiedy tak pomyślę to dłuższy okres dzieciństwa to trwało. Wracał w nocy a czasem i nie. A my w strachu że będzie znów kłótnia. Potem było nas już sześcioro. I sytuacja niby powoli się zmieniała ale na chwilę. Teraz już jest lepiej, w sumie to już wszyscy jesteśmy pełnoletni i tylko jeden brat jeszcze w domu bo właśnie zdawał maturę. Wiadomo że wraca się do domu z utęsknieniem i nie patrzy przez pryzmat wcześniejszych przeżyć bo byłoby ciężko inaczej.Jednak czasem przychodzą wspomnienia... Nie zawsze te miłe ale miłe także czasem bywały i na nich bardziej staram się skupiać.

    OdpowiedzUsuń
  11. Anonimowy , motyw jagód u nas był podobny. Chodziliśmy żeby mieć na życie i książki i zeszyty do szkoły dwa razy dziennie. Cieszył nas ten czas, ponieważ mieliśmy wtedy trochę lepiej niż zwykle. Bynajmniej w kwestiach jedzenia.

    OdpowiedzUsuń