środa, 13 lipca 2016

"Utraciłam jedną z najważniejszych rzeczy w moim życiu..."

Niedawno zakończył się bardzo ważny etap mojego życia. Studia były moim marzeniem. Jednym z największych w życiu. Jestem osobą, która ma duże aspiracje i spore wymagania w stosunku do siebie i własnego rozwoju. Tak też dzięki uporowi, determinacji i niezłomności charakteru obroniłam dwa lata temu licencjat na bardzo dobry. To jednak pozostawiło niedosyt. Poszłam na studia magisterskie. Mój rozwój na uczelni był bardzo energiczny. Starosta roku, przewodniczący koła resocjalizacji. Ciągła bieganina na którą tak bardzo, bardzo narzekałam i za którą tęskniłam w czasie dwu-tygodniowych przerw między zjazdem a zjazdem.

Pobyt na uczelni był moją odskocznią. Życie, w większości samotne z dwójką dzieci nie jest łatwym orzechem do zgryzienia. Jest ciężkie i czasem bardzo dołujące. Zjazdy na uczelni i co za tym szło, chwilowa rozłąka z dziećmi była dla mnie oddechem. Nabierałam tam siły, energii i radości, która często przygasała w codziennym życiu.

Studiowanie resocjalizacji było tym co chciałam robić. Zawsze marzyłam o czymś co będzie „zmieniało świat”. Myślę, że ten zawód jest w stanie coś w tym kierunku zrobić. Cała tematyka obracająca się w związku z moim kierunkiem studiów była dla mnie czymś co chciałam „pić” każdego dnia. Tak też nauka na studiach szła mi bardzo dobrze. Oczywiście z przedmiotów ogólnych zdarzały się perełki z nad którymi musiałam pracować więcej i ciężej. Jednakże upór i determinacja może zdziałać cuda.

Zjazdy studenckie były dla mnie tzw. „pójściem do ludzi”. W życiu codziennym nie mam zbyt wiele czasu na spotkania z koleżankami a już tym bardziej poznawania nowych ludzi. Tam mogłam robić to wszystko. Beztrosko pić kawę <ciepłą, nie zimną jak zwykle przy dzieciach>, rozmawiać <bez zakłóceń>, jeść <równo ze wszystkimi a nie jako ostatnia>.

W sobotę, dnia 9 lipca 2016 roku obroniłam tytuł magistra na bardzo dobry z wyróżnieniem. Był to mój cel, do którego bardzo długo zmierzałam i nad którym bardzo długo pracowałam. Osiągnęłam go i jestem z siebie dumna. Został natomiast żal… Muszę, choć nie bardzo chcę, zamknąć ten etap. Kochałam to… Lubiłam to… I przyszedł czas, na który z jednej strony bardzo czekałam, a z drugiej zaś bardzo nie chciałam doczekać. Coś zyskałam, coś utraciłam i czas niestety się z tym pogodzić.


Pozdrawiam
Wasza
Żoną być

Oto zdjęcia z obrony :) Twarze znajomych ukryte jak przyzwoitość wymaga :D




















15 komentarzy:

  1. Gratuluje kochana raz jeszcze ;) Mozesz byc z siebie dumna !!!

    OdpowiedzUsuń
  2. zgadzam się ze wszytkim też brakuje mi czesem takiego oddechu :) gratu;uje pani magister :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Serdecznie gratuluję :-) Zdjęcia super :-) Teraz zostaną piękne wspomnienia :-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Pani magister pięknie to napisałaś, zauważyłam że jesteś bardzo ambitna osoba, odpowiedzialna oraz wymagająca od siebie, podziwiam Cie serio jak to wszystko ogarnialas :-). Chciałabym mieć w sobie tyle motywacji i uporu co Ty i tak dążyć do celów, pozdrawiam Monika Flok

    OdpowiedzUsuń
  5. to teraz zycze powodzenia w znalezieniu pracy w swoim zawodzie ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Julita dokładnie to jest kolejny cel <3

    OdpowiedzUsuń
  7. Jeszcze raz gratuluję i wiem jak to jest. Weekendy spędzone na uczelni mimo nauki itp. dawały spokój, spokój od codziennych obowiązków i oddechu od dzieci. Też mi tego brakowało najbardziej na samym początku :P

    OdpowiedzUsuń