środa, 7 września 2016

"Jaka jest różnica między tym jak córka idzie pierwszy raz do przedszkola a jak syn"

Pamiętam ten dzień jak dziś , kiedy to Oli pierwszy raz szła do przedszkola. Szła do grupy 4-latków do prywatnego przedszkola. Nie był to przymus związany z pracą czy czym kol wiek innym. Chciała iść, jak to mówiła: „do dzieci”, a ja cieszyłam się, że miałam odrobinę oddechu i zostawałam na 5 godzin z jednym dzieckiem. O dziwo, nie miałam, żadnego stresu związanego z jej pójściem do owej placówki. Na pewno dlatego, że wiedziałam, że sobie poradzi, gdyż jest odważnym dzieckiem, bardzo kontaktowym i inteligentnym. Nie żebym ją zachwalała, tak po prostu jest. Nie wiem dlaczego nie odczuwałam żalu, że ją tam zostawiam, nie przytulałam jej przez 10 min zanim ją odprowadziłam, nie bukowałam po całej twarzy etc. Patrząc wtedy na matki „psychopatki”, które z żalem zostawiały dzieci u progu przedszkolnej klasy, przez kilka minut machające do dziecka na do widzenia, zaglądające ukradkiem do Sali zabaw , uśmiechałam się pod nosem i wiedziałam, że ja jestem inna. Do czasu…

Dwa lata później przyszedł czas na pójście Kapisia do przedszkola. O dziwo, mimo trudności związanych z pójściem do przedszkola dzieci mam nie pracujących, dostał się. Bardzo się cieszył! Chciał iść i ja też byłam szczęśliwa , bo w końcu kilka godzin dziennie mam dla siebie. Tak więc przyszedł ten pierwszy, długo oczekiwany dzień. No i co się stało? Obudziła się we mnie matka „psychopatka”, całująca, tuląca i machająca na dowidzenia. Taaaa… Nie sądziłam, że dopadnie mnie syndrom opuszczonego gniazda a jednak!

Obserwując u siebie tą różnicę między pójściem do przedszkola córki a syna postanowiłam sprawdzić jak to jest u innych rodziców. Weszłam w tryb tajnej obserwacji! Tak więc zauważyłam, że rzeczywiście matki zostawiając synów, czy to w przedszkolu, czy w pierwszej klasie są jakby bardziej przewrażliwione na ich los. Tulają, zaglądają, wypatrują, bukują, etc. Nie wszystkie, ale zasadnicza większość. Natomiast w przypadku córek wygląda to bardziej dojrzało. Nie ma takiego szaleństwa. Też jest całus, pożegnanie, ale wygląda to zupełnie inaczej. Wydaje mi się, że po pierwsze dziewczynki szybciej dojrzewają, co oczywiście wynika z wiedzy czysto naukowej, i być może nie potrzebują takich czułości. Kolejną sprawą są relacje matka – syn , matka – córka. Z moich obserwacji wynika, że matki są bardziej związane z synami w tym wieku. Oczywiście później to zanika , bynajmniej ze strony synów, którzy z czasem wyrastają z zażyłości z matkami. Gorzej z matuchnami, które jako tako zawsze będę traktować swojego synka, jako maluśkiego synusia. Ale nie o tym dziś mowa :P Tak więc drogie mamuśki synków , czy też tak macie?
Ja postaram się owe swoje „psychopatyczne” zachowania wyeliminować. Popracuję nad sobą , choć wiem, że nie będzie to łatwe i póki co mogę nazwać się na forum Was wszystkich „matką psychopatką z syndromem opuszczonego gniazda”.

Pozdrawiam
Wasza

Żoną być 


4 komentarze:

  1. Ja mam dwie córki więc nie mam porównania ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hehehe nooo ;) W takim razoie czas na knapka ;)

      Usuń
  2. Ja mam dwie córcie :) i chyba tak samo przeżywałam ich pójdzie do przedszkola :P bo już pobyt kilkudniowy całkiem inaczej. Starsza poszła bez problemu a młodsza nie chciała chodzić :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No pobyt kilkudniowy np na wycieczce szkolnej to jeszcze przede mną :D Aż się boję :P

      Usuń