piątek, 17 marca 2017

"25 dni męki..."

O tym jak bardzo lubiłam palić wiedzieliście nie od dziś. Moja historia z papierosami zaczęła się gdy byłam nastolatką. Od tego czasu właściewie nie mogłam bez tego żyć jak na przykład Ty bez czekolady czy chipsów. Lubiłam to. Uwielbiałam ten zapach i to wdech do płóc. Tak po prostu, traktowałam to jak chwilę wytchnenia. Tak było przez 10 lat. Przez te lata także nigdy nie rzucałam. Nie czułam takiej potrzeby, a jak ktoś mi wmawiał, że powinnam to tymbardziej kluczowo trzymałam się tego, że nikt mi owej przyjemności nie odbierze. Jednakże pewnego dnia stwierdziałam, że spóbuję pozbyć się nałogu. Nie przez to, że to śmierdzi czy kosztuje, ponieważ dla mnie pachniało a kwestia kasy nie robiła na mnie wrażenia, było mnie na to stać jak Ciebie na kurtaskę za 200 czy buty za 150 zł. Dlacze więc pomysł z rzuceniem czegoś co libię przyszedł mi go głowy? W sumie sama nie wiedziałam, tak po prostu? Po głębszym przemyśleniu i powiązaniu kilku faktów mogę Wam się śmiało przyznać, że jest to wynik mojej wzmorzonej od stycznia dbałości o wygląd skóry, ciała, całej mnie. Jeżeli śledzicie Fan Page na Facebooku Żoną być wiecie, że ćwiczę od stycznia i powadzę na fan page grupę wzajemnie motywujących się babeczek. W tej całej akcji przeszkadzały mi papierosy. Jakby jedno z drugim się nie kleiło. Zrozumiałam, że nowa pasja pobiła starą pasję. Tak po prostu.

Nie było to oczywiście tak, że po prostu wstałam z wyra rano i mówiłam "Papierosie żegnaj" i już. Nieee..... To była ogromna walka, ktora toczyła się w mojej głowie i ciele. Jedna z największych jakie toczyłam ostatnimi czasy. Najgorszy był pierwszy tydzień. Ciężko jest się odciąć od czegoś co towarzyszyło ci od ostatnich 10 lat na codzień, przy kawce, po jedzeniu, przed snem etc. To jakgdyby walka z przyzwyczajeniem. Cieżko to porównać do czegokolwiek. Ta wielka walka, najtrudniejsza walka trwała przez pierwszy tydzień. Później już było coraz lepiej, ciągnęło tylko w sytuacjach kryzysowych nerwowo. Dzisiaj nadal w sytuacjach bardzo nerowych, w ogromnych chwilach stresu o tym myślę, pewnie będzie towarzyszyło mi to jeszcze przez spory szmad czasu a może i do końca życia. Niebawem mija miesiąc od kiedy zapaliłam ostatniego papierosa. Było to cieżkie 25 dni wspomagane tabletkami, jednakże powiem Wam szczerze, że na moje to bardziej kit niż hit. Jakoby największa walka palacza z nałogiem toczy się w mózgu. Ja jestem uparta i jak sobie coś postanowię nie ma mocnych. Wiedziałam, że rzucę, po prostu wiedziałam. Taka już wariatka ze mnie, że jak mi sie coś uwali na łepetynkę to muszę pookazać całemu światu jaka ze mnie siłaczka, ale chyba najbardziej chciałam to udowodnić sobie ;) 

Minęło 25 dni bez i jeszcze wiele bez przede mną! 

Pozdrawiam
Wasza
Żoną być 






10 komentarzy:

  1. Brawo Ty!!ja musze tak ze słodkościach

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja kiedyś z głupoty zaxzelam oaluc i cale 7 palilam aż nagle obiecalam sobie ze po operacji serca koniec jak przeżyje! Dalam temu na gorze słowo i zamierzam dotrzymać.Minęło 11 lat i ani 1 w tym czasie bez zadnych tabletek.Jakoś w nie nie wierze ;)Kiedyś jak chłopcu zaczynali przedszkole to był stres mega ale nie mogłam bo wiem ze nam słabą wole.Teraz jak tu słodycze odstawić i ezuav się za biodra i brzuch.Chyba zdziadzialam :/

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja rzuciłam na momencie wystarczyły dwie kreski na teście ciążowym i żadnych tabletek nie potrzebowałam :D http://soundlymalinkaa.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No i czytając post oparła się pani tylko na tabletkach? Serio taki słaby przekaz? Pozdrawiam również

      Usuń
  4. Brawo 👏 Kochana 💚 jestem z Ciebie dumna 👍

    OdpowiedzUsuń
  5. Brawo jestem z Ciebie mega dumna :) też tak mam że jak coś postanowie to nie ma mocnych :) GRATULACJE !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hihih twoardzielki z nas :D Dziękuję <3

      Usuń