środa, 1 marca 2017

"Nie czuję się żoną..."

Zbliża się rocznica… Rocznica, która nigdy nie miała nadejść i nie sądziłam, że moje życie i moje małżeństwo, moja rodzina tak właśnie będą wyglądały. O tym jaki mam żal i do kogo o zaistniałą sytuację pisać dzisiaj nie będę. Tego dnia chciałabym Wam powiedzieć, że już dawno przestałam czuć się żoną…

Od najmłodszych lat uczono nas, że zawód „ŻONA” to taki, który polega na gotowaniu mężowi obiadów, gdy wraca z ciężkiej pracy, praniu jego rzeczy, prasowaniu koszul, dbaniu o dom. Gdy byłam starsza zauważyłam, że zawód ŻONA dba również o miłość i harmonię w rodzinie, tj. wieczorne wspólnie oglądanie filmów z muskaniem się w policzek i usta, trzymaniem za rączki, głaskaniem po udzie, rozmowami o problemach, troskach, rachunkach ale i osiągnięciach, radościach, rodzinie. Jeszcze później zauważyłam, że zawód ŻONA to również kobieta pracująca, utrzymująca rodzinę, znajdująca również czas dla siebie i przyjaciół ale zawsze wracająca do domu gdzie czeka na nią rodzina, dom, mąż, dzieci. Zawód żona choć różnie wykonywany zawsze swój dzień kończy i zaczyna przy najbliższym, przy nim, przy swej miłości, przy mężu. Choć wiele się dzieje w rodzinie i w sumie w każdej co innego, z innymi marzeniami, założeniami i priorytetami to razem, bo rodzina powinna być razem.

Ja choć ślubowałam i często nazywałam się żoną ostatnio dość dosadnie doszło do mnie, że na papierze, według prawa i Kościoła owszem jednakże w praktyce to tak naprawdę nie… Bliżej mi do kochanki, samotnej matki, czy singielki. Zdecydowanie. Bo czy mogę czuć się żoną widując Z. co dwa i pół miesiąca i to zaledwie na dwa tygodnie? Czasem boję się, że nigdy nie poczuję się jak to być żoną, taką typową, rutynową małżonką… Może dla Was brzmi to śmiesznie i często chciałybyście odpocząć od Waszych mężów i chętnie wygnalibyście ich za granicę, ale wierzcie mi to tak nie działa. Moje wieczory to od 5 lat samotne oglądanie filmów lub patrzenie się w cztery ściany. Cisza, która przy tym mi towarzyszy nie jest odpoczynkiem jest cierpieniem. Od 5 lat spędzam samotnie wszelkie urodziny, walentynki etc patrząc się na wasze szczęście w Internecie i dobijając się przytulaniem do poduszki. Nie przychodzi mąż codziennie z pracy wołając o obiad, mówiąc o całym ciężkim dniu w pracy, żądając deserku czy piwka. Ja tego nie mam… I tak bardzo mi tego brakuje… W związku ze wszystkim powyższym jestem żoną ale się nią nie czuję i aktualnie jedynym moim marzeniem jest być nią zarówno na papierze jak i w praktyce….


Pozdrawiam
Wasza
Żoną być 

41 komentarzy:

  1. Nic dodać nic ująć tak.samo się czuję , chociaż mój mąż jest co 10 dni na 3 dni to i tak to nie to samo co w każdy dzień , już nie pamiętam jak to jest .

    OdpowiedzUsuń
  2. Życzę Ci z całego serca, żebyś się poczuła w końcu żoną. Niestety, czasem w życiu bywa inaczej i trzeba to jakoś przetrwać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak trzeba niestety ... Albo przetrwać albo polec

      Usuń
  3. Odkąd mąż nie pracuje za granicą to czuję się taką prawdziwą żoną która tutaj opisujesz :) co prawda teraz jeździ jako kierowca po Europie ale w domu jest praktycznie co tydzień.. i dobrze na tym wychodzimy jabi dzieci :)/życzę Ci aby i wasze życie się zmieniło na plus :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciesze sie ze tak wspaniale Wam się ułożyło :)

      Usuń
  4. 3mam kciuki bytsk było,by wkoncu było jak powinno byc

    OdpowiedzUsuń
  5. Smutno nie dziwnie ci się:/ Może warto usiąść i porozmawiać co dalej.Przecież mowilam ze mąż ma mieć juz niedługo pracę na miejscu? Nie zazdroszcze tej samotności wieczorami i patrzenie w dal.Trzynam kciuki za was!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety życie kolejny raz powiedziało nam nie ... o tym już też niedługo na blogu :(

      Usuń
  6. Współczuje bardzo. Mam nadzieję że sytuacja u Was się poprawi.Bo jak sama piszesz wieczory są najgorsze i nie dziwie Ci się bo mimo że czasem mamy siebie dosć to właśnie te wieczory zbliżają najbardziej. Trzymam za Was kciuki

    OdpowiedzUsuń
  7. Kochana to nie Ty powinnaś stać się wyrachowaną. Może ktoś inny powinien przestać być egoistą. Może powinnaś zacząć działać tak jak Ci sumienie podpowiada lub w zgodzie z samym sobą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzosz ten ktoś nie widzi złego w sobie tylko we mnie i nie rozumie mojego bólu ma to za wymysły .

      Usuń
  8. Acha oto chodzi ... powiem Ci kobito, że aż mega ciarek dostałam czytając tego posta ! a to mi się rzadko zdarza od co ... nie jestem w stanie Cię pocieszyć żadnymi słowami ... nie oceniam, a doceniam ! Wiec,że możesz być z siebie mimo wszystko dumna ! nie każda by tyle wytrzymała ! ja bym chyba nie potrafiła na dłuższą metę tak żyć ... no bez kitu ... niby mam męża kierowcę ale na szczęście wraca do domu ... najdłużej nie ma go 3-4 dni ale to już na prawdę rzadkość ... nie potrafię postawić się w Twojej sytuacji i łączę się w bólu ... zdaję sobie z tego sprawę, że jest mega ciężko ... może warto zastanowić się tak na prawdę czego chce się od życia i postarać się to zmienić ? a wyjazd do niego i zamieszkanie tam nie było by lepszym rozwiązaniem niż te męki na osobności ? nie wiem czy jest ktoś taki co na dłuższą metę da radę tak żyć w zgodzie z sobą i całym otoczeniem ? z mojej strony mogę powiedzieć tyle, że jeśli się czegoś na prawdę chce to idzie znaleźć jakieś rozwiązanie ... a tymczasem trzymaj się i się nie poddawaj ! bo kto jak nie Ty da radę ? ściskam P :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kombinowanie ze zmianą próbowałam juz na wszystkie sposoby. On niby tez próbuje ale zawsze coś się wydarzy takiego ze nasze plany idą w pizdu. Chciałabym żeby rzucił wszystko i wrócił nie patrząc na konsekwencje ale to raczej nie możliwe ...

      Usuń
    2. A czemu Ty nie rzucisz wszystkiego? Co tak naprawde Cie w Polsce trzyma? Rodzina? Mozna odwiedzac. Praca? Mozna znalezc lepsza. Szkola dzieci? Pojda do nowej. Jezyk? Mozna sie nauczyc... wiec co tak naprawde? Co za roznica czy mieszkasz w Polsce czy w innym miejscu?

      Usuń
    3. Anonimowy no właśnie nic mnie nie trzyma ale on nie ma warunków aby nas tam wziąć. Mieszka na małym pokoiku a z piątka kolegów dzieli kuchnie i łazienkę. To raczej nie warunki dla dzieci.

      Usuń
    4. Oczywiscie, ze to zadne warunki dla dzieci, ale przeciez mozna poszukac czegos wiekszego! Jesli pracuje legalnie to nawet instytucje panstwowe pomoga...moze warto by bylo taka opcje przemyslec...

      Usuń
    5. Ta opcja jest brana pod uwagę od dłuższego czasu. Wiadomo że każde z nas chce aby rodzina była razem . Oczywiście wolałabym aby było to w kraju ale jeśli oczyzna ma być tym co da mojej rodzinie szanse bycia razem to się na to zgodzę i mój mąż doskonale o tym wie. Natomiast aktualnie od jakiegoś czasu zmienia kwalifikacje zawodowe i ma pewien plan dlatego pozostało mi wspierać go i starać się przejść przez te lepsze i gorsze dni.

      Usuń
    6. Może jakaś praca ? pasja ? hobby? , które pochłonie w jakimś większym stopniu to całe myślenie ... wszystko jest do rozwiązania wystarczy chcieć ... :)

      Usuń
    7. Paulina Ś. jakbym przez te 5 lat nie miała hobby, pasji i pracy to chyba już bym oszalała zupełnie. Jak czytasz Fp to wiesz, że u mnie zawsze się dzieje ;) Natomiast wieczory, sama wiesz jak jest, brakuje drugiej osoby, przytulenia, wsparcia, tego nie zastąpi żadna pasja i żadne hobby ;) Pozdr

      Usuń
  9. Znam to uczucie. Wytrzymałam tylko 3 lata. Potem postanowiłam ze albo razem albo osobno. Postawiłam na jedną kartę. Rzucilam moja ukochana prace, spakowalam siebie i dzieci. I od ponad dwóch lat jesteśmy w komplecie. Dzis wiem ze to byla dobra decyzja. I nie żałuję. Tobie również życzę znalezienia sensownego rozwiązania. 😊

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myslami o tym ale nie mam gdzie do niego jechać. On nie ma warunków. Mieszka na domu z 5 kolegami dzieląc z nimi kuchnie i łazienkę. Ta chata jest przez firmę to sama co i praca . Generalnie jest to firma totalnie anty rodzinna.

      Usuń
    2. Moj mieszkał z 10cioma kolegami...wkoncu zaczęliśmy szukać czegoś dla nas. A mamy 3 dzieci...nie taki diabeł straszny...choć bałam się jak nigdy jak to będzie. Spróbuj a zobaczysz ze nie pożałujesz.

      Usuń
    3. Tak jak pisałam...postawiłam wszystko na jedną kartę. Albo sie uda i będziemy razem albo sie nie uda i wrócę do Pl...udało się. Wiele poświęciłam, zostawiłam za sobą. Ale jak dla mnie rodzina jest najważniejsza i zawsze była. 😊 porozmawiaj z mężem czy czuje sie na siłach podjąć takie "wyzwanie" które pozwoli na to abyście mogli byc wkoncu pełna rodzina.

      Usuń
    4. Rozmawiałam juz nie raz ale nie jest za tym właśnie :( Teraz po woli myśli nad zmianą kwalifikacji zawodowych - jest w trakcie i następnie zmianie pracy z tym ze to wszystko ciągnie się i ciągnie bo wiadomo ze mało jest w pl wiec x czasem jest jak jest na takie rzeczy. Może coś z tego wkoncu wyjdzie. Oby...

      Usuń
    5. Życzę z całego serducha aby się udało...będę sledzila Twój blog i kibicowala aby wszystko się ułożyło. ✊

      Usuń
    6. Dziękuję Iga . A jeśli jego plan nie wyjdzie to obiecuje ze pakuje dzieci i jadę do niego i niech zrobi z tym co chce taka surprice 😂 Narazie dam mu szansę i uzbroje się w cierpliwość . Przynajmniej postaram się ;)

      Usuń
    7. Czekam na rozwój sytuacji...my kobiety niestety musimy tymi niesfornymi "stworzeniami" czasami potrzasac. 😂 Oni sa bardzo mało domyslni. Silna kobieta jestes i dasz radę 💪

      Usuń
  10. Mój jest na miejscu ale pracuje na nocki i codziennie chodzi spać o 18 to u mnie też długie samotne wieczory. Ale przynajmniej jest. Życzę Ci żeby i Ciebie zmieniło się to na plus

    OdpowiedzUsuń
  11. Nie zazdroszczę. Z mężem kilka lat temu ustaliliśmy, że wyjazd za granicę to ostateczność. Były chwile ciężkie i prace w kraju za grosze ale przetrwaliśmy razem i zawsze jemy kolację wspólnie w swoim mieszkaniu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zazdroszczę :) U nas tez była to ostateczność tylko z czasem ostateczność minęła ale został ogromny strach przed jej powrotem ... I tak Nl była i jest.

      Usuń
  12. Mam nadzieje ze w końcu coś się zmieni. Jeśli nie on do cb to może ty do niego :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tez mam taką nadzieję że któryś z planów się zrealizuje

      Usuń
  13. Markenka trzymaj się i nie daj się! Wiem co czujesz, bo przecież nie po to wychodziłaś za mąż, żeby być teraz sama. Z drugiej strony mąż się stara, żeby utrzymać rodzinę. Jestem pewna, że jakby miał tutaj sensowną pracę, to by nie wyjechał za chlebem. Trzymam kciuki za to, żebyście wspólnie znaleźli jakieś rozwiązanie :-) powodzenia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie tak jest. Rozwiązanie jest mam nadzieję w trakcie, natomiast bardzo opornie jest z kwestią jego realizacji. Jakby wszystko na złośc! Dzięki za wsparcie :*

      Usuń
  14. Markenka trzymaj się i nie daj się! Wiem co czujesz, bo przecież nie po to wychodziłaś za mąż, żeby być teraz sama. Z drugiej strony mąż się stara, żeby utrzymać rodzinę. Jestem pewna, że jakby miał tutaj sensowną pracę, to by nie wyjechał za chlebem. Trzymam kciuki za to, żebyście wspólnie znaleźli jakieś rozwiązanie :-) powodzenia

    OdpowiedzUsuń